Na ostatniej sesji rady gminy Michałowice radni zajęli się rozpatrzeniem wniosku mieszkanki o zmianę w statucie rady gminy. Zmiana miała na celu wprowadzenie nagrywania i transmitowania w Internecie obrad komisji rady gminy. Obecnie transmisja i rejestracja dotyczy tylko sesji Rady Gminy. Wniosek nie zyskał akceptacji rady i został odrzucony.
Jak uzasadniała mieszkanka „sprawa dotyczy braku pełnej jawności, transmisji i utrwalania posiedzeń komisji rady, które zawsze odbywają się w godzinach pracy przeciętnego obywatela. Sprawia to że nie może on w nich uczestniczyć, a tym samym nie może wiedzieć, dlaczego podejmowane są wszystkie uchwały. To jest ograniczenie jawności i dostępności do informacji. Jak zauważa „dzieje się na nich więcej niż podczas obowiązkowo transmitowanych i rejestrowanych posiedzeń sesji: padają pytania, wygłaszane są (czasami) wątpliwości, rozwija się coś na kształt dyskusji. Choć można przypuszczać, że prawdziwe wytyczne i zadania do wykonania formułowane są na nieformalnych spotkaniach i operatywkach. Na posiedzeniach komisji radni nie mają obowiązku korzystania z mikrofonów, co niejednokrotnie uniemożliwia zrozumienie wypowiadanych przez nich treści — państwo mruczą pod nosem, prowadzą równoległe rozmowy, co jest jawnym dowodem braku szacunku nie tylko wobec mieszkańców, ale również wobec siebie. Obowiązuje zasada mętnej wody — im mniej mieszkaniec usłyszy i zrozumie, tym łatwiej będzie nim manipulować".
Na początku tego punktu obrad doszło też do zaskakującego zdarzenia. Uchwałę którą za chwile radni mieli głosować referował - zamiast przewodniczącego komisji skarg i wniosków czy w jego zastępstwie przewodniczącej rady - sam wójt.
Wg wójta transparentność obrad komisji Rady Gminy stanowi
nadmierną biurokracje, która będzie paraliżować pracę administracji publicznej.
Nie wiem po co w jego wypowiedzi pojawił się temat outsourcingu i model w
zarządzania administracją wg wójta. Wójt stwierdził, że nagrywanie i
transmisja obrad komisji jest złą praktyką oraz "zapomnieliśmy o tym, że traktujemy mieszkańców jak petentów". Pani przewodnicząca
sama się zagubiła rozpoczynając głosowanie nad wnioskiem mieszkanki, na szczęście radna Szydłowska czuwała i zwróciła uwagę że głosujemy w formie zanegowanej - jak stwierdzono "na odwrót". Ostatecznie
przeciwko wnioskowi było 12 radnych, a tylko dwóch radnych (Aneta Szydłowska i
Radosław Żemło) byli za transmisją i nagrywaniem obrad gminnych komisji.
Jak komentuje autorka wniosku w mediach społecznościowych >>niektórzy z radnych mogą mieć świadomość, że każde publiczne wystąpienie obnaża brak kompetencji. Doskonale oddaje to powiedzenie: „odezwij się, a powiem ci, kim jesteś”. I być może właśnie tego się boją, że mieszkańcy zobaczą, iż za mandatem niewiele stoi. Część może obawiać się, że wyborcy zobaczą, iż nie mają pojęcia, za czym głosują. Że nie analizują dokumentów, nie zadają pytań, tylko naciskają przycisk wskazany przez Władcę - „opiekuna”. A przecież radny powinien służyć mieszkańcom, nie dworowi lokalnej władzy. W szarej strefie zawsze łatwiej załatwia się różne „układziki”, zależności i wzajemne przysługi. Im mniej światła, tym większy komfort dla tych, którzy wolą działać poza społeczną kontrolą. Bo głosując za pełną jawnością być może ktoś z Was narazi się na utratę świeżo załatwionego etaciku dla członka rodziny, w jakichś wodociągach, albo przyszła synowa nie dostanie kolejnych zleceń<<.

0 Komentarze